Jako „osoba pisząca” rozpoczęłam studia na polonistyce, która mnie jednak rozczarowała. Szukałam miejsca gdzie mogłabym zrealizować się twórczo. I w końcu takie miejsce znalazłam. Trochę na zasadzie nieprzypadkowego przypadku. Dwie z moich koleżanek pragnęły zostać aktorkami. Znalazły ogłoszenie, że Teatr PSPS robi nabór do zespołu. Poszłam z nimi w charakterze wsparcia i towarzystwa. Po obejrzeniu spektaklu pomyślałam, że chciałabym się jakoś przydać. Powiedziałam, że piszę i rysuję, więc może… Okazało się, że w tym teatrze nie ma podziału na aktorów, scenarzystów itd.
– Tu wszyscy robią wszystko – powiedziano mi – Jeśli chcesz musisz ze wszystkimi wziąć udział w eliminacjach.
Zdecydowałam się. To było kilka tygodni spotkań. Realizowaliśmy najróżniejsze zadania aktorskie, mini etiudy na zadany temat, teatralne formy autoprezentacji, udział w treningu ruchowym. Trening fizyczny aktora był dla mnie bardzo trudny. Potrafiłam jednak zbudować mini przedstawienia wokół moich wierszy. Finał był taki, że obie koleżanki odpadły a ja zostałam przyjęta. Zaczęło się nowe, lepsze życie. Trudno znaleźć dość słów ile tej współpracy zawdzięczam. Teatr był inspirowany myślą Grotowskiego, który do dziś jest dla mnie Mistrzem. Pięć dni w tygodniu ćwiczyliśmy nasze ciała i głosy, lecz przed wszystkim naszą ekspresję i wrażliwość. Nie byliśmy aktorami, lecz używając terminologii Grotowskiego performerami „Performer (…) jest człowiekiem czynu. A nie jest człowiekiem, który gra innego. Jest tancerzem, kapłanem, wojownikiem, jest poza podziałami na gatunki sztuki. Rytuał to performance, akcja spełniona, akt. Zwyrodniały rytuał jest widowiskiem”.(Jerzy Grotowski „Akcja”). Ten sposób myślenia jest mi cały czas bliski zarówno, kiedy piszę dla profesjonalnych teatrów, jak w teatrze społeczny i terapeutycznym, którym się zajmuję.
Póki co były była praca, przyjaźnie, wyjazd do Wiednia (o specjalnym znaczeniu tego miejsca w moim życiu zawodowym będzie później), wizyty w Teatrze Dnia Ósmego, który dla naszego pokolenia był szczególnie ważny jako głos buntu, oporu wobec reżimu, bezkompromisowości zarówno w życiu prywatnym jak artystycznym. Dla mnie dwudziestoletniej było to prawie jak wniebowstąpienie.
W sumie z grupą związana byłam sześć lat (od 1979 do 85 roku). W ostatnim roku praca zmieniła nieco charakter. Byliśmy zafascynowani filozofią wschodu. Na nie oprała swoje działania Kooperatywa Artystyczna Theat. Eksperymenty z byciem w przestrzeni, odrzucaniem pierwszych przychodzący do głowy rozwiązań, zadaniami przypominającymi koany, przypomną mi się po latach, gdy będę uczestniczyła w warsztatach buddyjskiego teatru kontemplacyjnego z Lee Wrley z Uniwersytetu Naropy z Colorado.
W roku 1985 opuściłam teatr ponieważ nie mogłam pogodzić studiów (w międzyczasie przeniosłam się na Psychologię), pracy w tetrze i opieki nad świeżo narodzoną córeczką. Połknęłam jedna bakcyl. Opiekując się dzieckiem trudno było uczestniczyć w próbach mogłam jednak pisać.