Życie dało mi cudowną możliwość polaczenia różnych obszarów mojej działalności. Andrzej Rogiewicz ordynator , specjalizującego się w leczeniu depresji, szpitala w Komorowie, zaproponował mi poprowadzenie autorskiej terapii. Pomysł był taki, żeby wykorzystać doświadczenia teatralne w pracy z pacjentami. W ten sposób postały „Zajęcia parateatralne”. Największym skrócie można powiedzieć, że pracowaliśmy w czterech teatralnych wymiarach. Są to aktor, widz, przestrzeń i metafora. Nie jest to miejsce na długie opisy technik terapeutycznych, Dość powiedzieć, że ten sposób pracy okazał się skuteczny i na tyle popularny, że znienacka dostałam zaproszenie na kongres dramy stosowanej.
Szczególnie zafascynował mnie wykład brytyjskiego twórczy prof.Johna Sommersa. Opowiadał o spektaklu, który robił z rolnikami po tym jak , w związku z zarazą, musiano zabić wszystkie krowy. Okazało się, że robienie teatru pozwoliło poradzić sobie tym ludziom z bólem i frustracją, odnowić więzi społeczne, dać sobie nawzajem wsparcie. – Właśnie taki teatr chcę robić! – miałam ochotę wykrzyknąć. Kilka lat później skończyłam u Johna szkolenie z Teatru dla Społeczności. Możliwość realizacji marzeń przyszła znacznie szybciej niż się spodziewałam.
Spotkane na konferencji praktyczki dramy Katarzyna Markowska i Maria Depta zaprosiły mnie do współpracy przy projekcie realizowanym w współpracy z Centrum Praw Kobiet. Miałyśmy stworzyć spektakl z kobietami, które doświadczyły przemocy.
To był początek mojej przygody z Teatralnym obrzędem przejścia.