
Ze świętymi różnie bywa. Czasem święci są święci, czasem wręcz przeciwnie. Przynajmniej tak kiedyś było. I ja właśnie o tym wam opowiem.
Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy świętym zdarzało się jeszcze lepić garnki, żyły sobie dwie święte siostry – św. Racja i św. Prawda. Nie, nie – Racja nigdy garnków nie lepiła. Wiedziała za to znakomicie jak to się robi i chętnie w tej kwestii świętych i nieświętych pouczała. W kwestii tej oraz w każdej innej. Bo św. Racja zawsze wiedziała co i jak powinno się robić i ze wszech miar się starała, by inni przyjęli jej poglądy. Jeśli nie chcieli, gromiła ich, tupała, krzyczała, grzmiała. Słowem popadała w święte oburzenie. Jak można było wątpić w to co mówiła, skoro z jej ust padały tylko święte słowa?!! Poza tym miała przecież zawsze przy sobie siostrę – św. Prawdę, która wiedziała jak jest. I niepodobna było podważyć niczego, co powiedziała.
Św. Racja i św. Prawda miały całkiem liczne grono wyznawców. Naśladowali je tak dobrze, jak tylko umieli. Ba, niektórym, pod pewnymi względami, udało i się je przewyższyć. Oni nigdy nie wiedzieli dobrze. Oni zawsze wiedzieli lepiej! A ponieważ wiedzieli lepiej, wszelki opór był bezsensowny, wrogi, głupi i nieuzasadniony, albo wynikał z mało szlachetnych pobudek. Dobrze (o przepraszam: lepiej!) wiedzieli z jakich! Wiedzieli jakie siły za tym stoją. Na pewno nieświęte! W imię świętej Racji gotowi byli zabić. Nieraz zabijali. W imię św. Prawdy wywoływali wojny. Powołując się na obie święte robili pogromy. Budowali więzienia, do których wtrącali nie tylko swoich przeciwników, ale także tych, którzy mieli czelność wątpić.
A co na to inni ludzie? – zapytacie. Czyżby cały świat składał się wyłącznie z wyznawców świętych sióstr i ich adwersarzy. Ach, zapomniałam wam powiedzieć! Siostry miały brata! Był równie święty jak one. Na imię miał Spokój. On również miał liczne grono apologetów. Gdy więc jedni drugich niszczyli w imię świętych sióstr, wyznawcy świętego brata nie robili nic.
Tak było kiedyś…